Pisali o nas
Kilka słów o "arabskich" kebabach i restauracjach w Warszawie
Jeszcze kilka lat temu rynek ulicznych budek z jedzeniem był zdominowany przez „chińszczyznę”, jednak obecnie zdecydowanie największym powodzeniem cieszą się lokale sprzedające kebaby. Wydaje się, że warto dokładniej przyjrzeć się temu zjawisku, szczególnie, że knajpki z arabskim jedzeniem są jednym z nielicznych w Polsce elementów, które mają wpływ na pozytywny wizerunek Arabów. Poniżej przedstawiam garść własnych obserwacji wraz z opisem mniej i bardziej lubianych knajpek w Warszawie.
Maskowanie
Jednym z bardziej zaskakujących, ale i po części zrozumiałych zwyczajów jest częste ukrywanie „arabskości” lokalu, który choć ma arabskich właścicieli to udaje kebab turecki, bądź grecki. Pierwszy z tych wyborów tłumaczony jest renomą kuchni tureckiej w Polsce, drugi potrzebą bezpieczeństwa. W jednej z praskich budek z arabskimi potrawami wybijanie szyb, malowanie lokalu i głupie uwagi o arabskich terrorystach, czy islamie skończyły się po przemianowaniu lokalu na „bar grecki” i obwieszeniu go greckimi pamiątkami i flagami. Z drugiej strony popularność kebabów sprawia, że wielu Polaków wprowadza do swoich lokali elektryczny rożen.
Oczywiście należy pamiętać, że wystrój to nie wszystko, o czym świadczy los warszawskiej knajpy Babaloo, gdzie mimo kapitalnego wystroju i klimatu, zbyt wysokie ceny i niewielki wybór dań spowodowały jego zamknięcie. Innym przykładem jest świeżo przeze mnie odwiedzony syryjski lokal „Zanubia” na Brackiej 18, który ma zarówno całkiem dobry wystrój, jak i lokalizacje. Niestety brakuje odpowiedniego nastawienia do klienta, a szef kuchni robi wszystko, by z lokalu, gdzie warto wpaść na dłuższy posiłek uczynić kolejny fast food, gdzie wpada się szybko na kebaba i ucieka. Bo jak inaczej zrozumieć politykę pobierania 3 zł opłaty za malutką szklaneczkę herbaty, gdy w innych lokalach można przy zamówionym daniu dostać ją gratis, albo liczenie kolejnej złotówki za dodatkową pitę do opłaconego wcześniej humusu? Te mało kosztowne i dopieszczające klienta drobiazgi oraz fajka za trochę niższą, niż 20 zł stawkę mogłyby z Zanubii uczynić naprawdę przyjemny lokal.
Najlepsi z najlepszych
W moim prywatnym rankingu królują dwa malutkie lokale. Jednym z nich jest Kafefajka (choć to lokal turecki, a nie arabski, ale i tak jest godzien polecenia), której pomysł na biznes opiera się na tanich fajkach wodnych, aromatycznej herbacie i piwie, wygodnych siedziskach i doskonałym położeniu w knajpianym zagłębiu na tyłach Nowego Światu. Drugą to Habibi, gdzie bardzo sympatyczny właściciel, dobre jedzenie i sklep z orientalnymi smakołykami, a wszystko to upchnięte w niewielkim i raczej skromnym lokalu na Zwycięzców, tworzą razem mój prywatny wzorzec osiedlowej kebabowni. Oczywiście to, że mieszkam w pobliżu ma znaczący wpływ na mój wybór, choć już pobliski Efez na Francuskiej nie zyskał mojej aprobaty, ze względu na mało uprzejmą obsługę.
Fragment tekstu pochodzi ze strony www.arabia.pl.
